Było odważnie, mrocznie i wyraziście. Za sterami niesionego falami emocji okrętu stała 17-latka. Wiktoria Grześków sprawiła, że scena była tylko tłem, a sala widowiskowa w połowie zniknęła... Na potrzeby spektaklu zdemontowano połowę siedzeń, gdyż wymagała tego scenografia. Akcja spektaklu działa się bowiem w klatce. Tej, w której przebywał tytułowy więzień wspomnień.
- Kwestia siedzeń była dość skomplikowana. Samo ich wykręcenie było nietypowe, a częste demontowanie nie wchodziło w grę, ponieważ po kilku razach mogłyby się popsuć i nie nadawać się do ponownego montażu. Dlatego spektakl został odegrany tylko raz. - mówi Wiktoria Grześków, a więc scenarzystka, reżyserka oraz aktorka tego spektaklu.
Tytułowym więźniem był Fiodor, grany przez Stanisława Filiksa. Młodzieniec nękany wspomnieniami tragicznymi. Jego paranoja była tak głęboka, iż uroił sobie współosadzoną - Arię. Tę samą, której rolę w sposób spektakularny odegrała Grześków.
Scena była tłem dosłownie i w przenośni. Akcja działa się tuż przed nią. Pomiędzy zdarzeniami z klatki mieliśmy występy muzyczne. Ciekawostką jest fakt, iż każdy z dzierżących mikrofon oraz gitarę zaliczył debiut w szeregach Teatru RAZY DWA.
Kontrowersyjna była nie tylko sama klatka. Sama stylizacja Arii była mroczna. Dodajmy do tego jej napady lęków czy agresji i mamy postać budzącą głęboki niepokój. Mocnego charakteru i dramaturgii dodał mistrz oświetlenia Robert Grabowski. Znany ze swej otwartości dla młodzieży wspaniale oddał reżyserską wizję Wiktorii poprzez pracę świateł.
Mimo szerokiej obsady aktorskiej ogromną większość sceny odgrywa duet Grześków-Filiks. Regularnie pojawia się Emil Kapuszyński w roli strażnika oraz Hanna Jodłowska jako duch córki zamordowanej przez Arię. W tym miejscu należy się podziw grupie młodzieżowej Teatru RAZY DWA. Niektórzy poświęcili godziny na uczestnictwo w próbach, choć ich obecność na scenie (lub w klatce) wynieść mogła nie więcej niż dwie minuty. Jak widać jest to prawdziwy zespół nie tylko z nazwy.
Całość mimo spektakularnych form jest niezwykle spójna. Można by się nawet dziwić, że stoi za tym wszystkim tak młoda osoba. Z pewnością jest to efekt głębokich przemyśleń i starannego planu. Jednak głębokie w tym przypadku nie jest tylko zaangażowanie autorki. Również jej przemyślenia, będące inspiracją twórczą - Wiele osób w moim otoczeniu ma do czynienia z "głosami" i różnymi kłopotami psychicznymi. Z każdym rokiem coraz więcej ludzi popełnia samobójstwo. Chciałam przez ten spektakl pokazać, że nawet jeśli ktoś wygląda na osobę bez problemów, to nie znaczy, że wszystko u niego jest w porządku. Chciałam również zachęcić ludzi do okazywania wsparcia i pomocy, oraz do korzystania z pomocy psychologów - mówi Wiktoria Grześków.
Obecny wśród publiczności tata Wiktorii nie kryje podziwu dla pracy swojej córki, choć nie traci przy tym czujności. - Z jednej strony podziw, że tak potrafi i jest taka prawdziwa w tym wszystkim. Ale z drugiej strony lekki niepokój czy to tylko inspiracja czy może jednak Jej samej jest czymś źle, że może o czymś nie wiem i nie mogę jej pomóc - przyznał na gorąco Piotr Grześków.
Widok własnego dziecka w takiej roli może zaskoczyć. Dumny ojciec przyznał, że rolę i rzeczywistość cechuje pewne podobieństwo. - Jestem bardzo dumny. Wiktoria jest stanowcza - troszkę wybuchowa ale to mój charakter nie powinienem mieć pretensji. Ale przy tym wszystkim cholernie inteligentna. Nasza Gwiazda.
Nad całością procesu twórczego czuwała niezawodna Ewelina Sowiak, która w niesamowity sposób koordynowała wszelkie działania całego zespołu. Nie dziwi zatem fakt, że w opinii wielu staje się ona postacią zasłużoną dla bystrzyckiej kultury.
Było to chyba najmocniejsze otwarcie roku w wykonaniu Teatru RAZY DWA. Z całą pewnością obecni tego wieczoru na sali widowiskowej Bystrzyckiego Ośrodka Kultury i Sportu widzowie nie mogli narzekać na nudę.
Poniżej fragment reportażu fotograficznego ze spektaklu.




























